- Mecz był na wysokim poziomie. Tempo było szybkie. Tottenham dość pechowo nie wygrał jeszcze w lidze. Jest to silny zespół, z dużym potencjałem kadrowym. Będzie ciężko. Rywale bardzo będą chcieli wygrać na własnym stadionie.
Wytrzymacie szybkie tempo meczu, jakie mogą narzucić Anglicy? Kto obserwował Waszą ostatnią przegraną 1-4 z Lechem, może mieć co do tego wątpliwości.
- Tottenham grał w poniedziałek, my w niedzielę. U nas nie ma już obciążenia związanego z porażką z Lechem. Dzień później jeszcze myśleliśmy o tym, co się stało, ale teraz koncentrujemy się już tylko na spotkaniu w Londynie.
Może lepiej wrócić myślami do lipcowego towarzyskiego meczu z Liverpoolem, z którym zremisowaliście 1-1, a Pan był wyróżniającym się zawodnikiem na boisku?
- To były przygotowania do sezonu. Pierwsze pół godziny zagraliśmy dobrze. Później bardziej broniliśmy wyniku, Liverpool miał kilka sytuacji, a mnie udało się wyjść z opresji obronną ręką. W meczu z Tottenhamem będzie jednak inna stawka, presja.
Z wypowiedzi trenera wynika, że ma do Pana zaufanie...
- Cieszy mnie, że tak jest. Z drugiej strony trudno, żeby mnie przekreślać po jednym meczu, który mi nie wyszedł. Nie można powiedzieć, że zawaliłem całe spotkanie z Lechem. Można się przyczepić do jednej, dwóch bramek, ale bez przesady, żeby obwiniać za wszystko. Taka jest piłka. W meczu z Lechem mieliśmy słabszy dzień, ja może miałem słabszy dzień, ale gra toczy się dalej. Teraz trzeba patrzeć do przodu, a nie za siebie. Będę chciał podejść do pojedynku z Tottenhamem na spokojnie i pokazać, na co mnie stać.