- Spotkaliśmy się z Jackiem Bednarzem i rozmawialiśmy o możliwości transferów do Wisły zarówno Bartczaka, jak i Iwańskiego - mówi Jakub Jarosz, dyrektor sportowy Zagłębia. - Sprawa jest otwarta, bowiem nie ma piłkarzy nie do sprzedania. Liczy się tylko cena.
Zagłębie przedstawiło Wiśle ofertę, w której kwotą wyjściową są sumy odstępnego zapisane w kontraktach obu piłkarzy. Jarosz potwierdza, że zarówno Bartczak jak i Iwański, takie klauzule w swoich umowach z lubińskim klubem mają. Rozmowy mogą toczyć się dwutorowo, bo albo Wisła pozyska obu piłkarzy w pakiecie, albo działacze obu klubów będą rozmawiać osobno o każdym z graczy. Jeśli doszłoby do transferu w pakiecie, to mówi się o sporej jak na polskie warunki kwocie, bo aż 1,5 miliona euro za obu.
- Każdy scenariusz jest możliwy - nie kryje Jarosz. - O kwotach nie chcę jednak mówić. To są sprawy między nami i Wisłą. Jeśli krakowianie zaakceptują naszą propozycję, bądź ich oferta będzie poważna, to powinniśmy się dogadać, bo my też jesteśmy elastyczni w negocjacjach.
Nie da się ukryć, że Wiśle przeprowadzenie transferu ułatwiłoby uprawomocnienie się degradacji Zagłębia do II ligi za korupcję. Na razie jednak lubinianie nie otrzymali jeszcze uzasadnienia kary nałożonej przez Wydział Dyscypliny, więc póki co, nie mogą się odwołać.
- Powinniśmy uzasadnienie otrzymać w najbliższym czasie, bo WD ma na to dwa tygodnie od podjęcia decyzji - mówi Jarosz. - Odwołamy się, a jak będzie ostateczna decyzja powinniśmy się dowiedzieć najpóźniej do końca czerwca.
Jarosz potwierdza też, że w razie degradacji pieniądze, jakie Zagłębie będzie chciało za swoich piłkarzy mogą być mniejsze. - Zdajemy sobie sprawę z tego, że tacy gracze jak Iwański czy Bartczak nie będą chcieli grać w II lidze - mówi.
Bartosz Karcz