- Byliśmy na siebie źli. Już nawet pomijając reprymendy trenera, to trzeba przyznać, że wszyscy byli wkurzeni, bo przespaliśmy pierwszą połowę - tak Marek Zieńczuk opisał atmosferę w szatni Wisły w przerwie meczu z Legią Warszawa.
2008-04-28 12:14:06
Zieńczuk: wszyscy byli wkurzeni
Gorąco było w szatni Wisły w przerwie meczu z Legią. - Wszyscy byli wkurzeni - przyznał po spotkaniu Marek Zieńczuk.
Pierwsza ligowa porażka w sezonie Wisły. Szkoda, że akurat w meczu z Legią Warszawa...
- Na pewno każda porażka boli, a ta na Legii szczególnie. Przespaliśmy pierwszą połowę i możemy mieć pretensje tylko do siebie. Ciężko było odrobić straty w dziesięciu, a i tak mieliśmy sytuacje, by zmienić wynik. Niestety nie udało się.
Z czego wynikała Wasza słaba postawa w pierwszej połowie?
- Mówiliśmy sobie przed meczem, że nie powinno być żadnego rozprężenia. Byliśmy skoncentrowani, ale jednak nie zagraliśmy tak jak sobie tego życzyliśmy i założyliśmy. Gdzieś w podświadomości, w naszych głowach, było chyba jednak jakieś rozluźnienie. Mogło ono zadziałać na naszą korzyść, ale jednak zadziałało przeciwnie.
W szatni się wydarzyło coś szczególnego? W drugiej połowie graliście już zupełnie inaczej, o niebo lepiej.
- Byliśmy na siebie źli. Już nawet pomijając reprymendy trenera, to trzeba przyznać, że wszyscy byli wkurzeni, bo przespaliśmy pierwszą połowę. Zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Musieliśmy zagrać z większym zaangażowaniem. Można się było pokusić o remis w tym meczu.
Macie pretensje do Darka Dudki o czerwoną kartkę i Pawła Brożka o rzut karny?
- Na pewno Darek mógł uniknąć kartki, ale na boisku jest walka i czasem ciężko zapanować nad nerwami. "Dudiemu" się to przydarzyło, ale równie dobrze może to spotkać każdego innego zawodnika. Na pewno nie ma pretensji. Co do karnego, to Paweł podjął ryzyko. 90 procent bramkarzy rzuca się w takich sytuacji, a bramkarz Legii został na środku i wyszło jak wyszło. Kiedyś w meczu z Lechem straciliśmy taką bramkę z karnego. Pamiętam, że Radek Majdan rzucił się w bok, a piłka wpadła w środek bramki. To ryzyko w takiej sytuacji, bo może wyjść klops, a jak trafisz to powiedzą, że jesteś profesorem.
We środę mecz w Grodzisku. Zdążycie się podnieść po tej porażce i zregenerować siły na tyle, by skutecznie powalczyć o finał Pucharu Polski?
- Na pewno będziemy w mocniejszym składzie, bo wróci do drużyny Cleber i Arek Głowacki. Jedziemy do Grodziska po zwycięstwo.