Po bramkach Pawła Brożka i Arboledy było 1:1, ale "Biała Gwiazda" ma w swoim składzie Zieńczuka, który trafił w 90. minucie!
Spotkanie z aktualnym mistrzem Polski było wyjątkowe dla Marcina Baszczyńskiego, który rozgrywał dziś trzysetny mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obrońca Wisły został przed pierwszym gwizdkiem uhonorowany kwiatami oraz symboliczną koszulką.
Pierwsze minuty spotkania zapowiadanego jako szlagier kolejki rozczarowały. Wiślacy mieli spore problemy z narzuceniem od pierwszego gwizdka swoich warunków, bowiem bardzo rozsądnie ustawił swój zespół trener Ulatowski.
Pierwszą okazję bramkową mieliśmy po 16 minutach gry. Efektownie z powietrza uderzył Rui Miguel, ale uderzenie Portugalczyka minęło prawy słupek bramki Pawełka. W 23. minucie wysuniętego z bramki Ptaka dostrzegł Paweł Brożek i zdecydował się lobować bramkarza Zagłębia, jednak piłka przeszła wysoko nad poprzeczką,
W 43. minucie najlepszą okazję miała Wisła. Rzut wolny z linii pola karnego wykonywał Cantoro, fantastycznie uderzył, jednak piłka trafiła w poprzeczkę. Gdyby Argentyńczyk uderzył minimalnie niżej, byłoby 1:0, bo Ptak nawet nie drgnął.
Do przerwy zatem nie oglądaliśmy żadnej bramki, ale trzeba uczciwie przyznać, że lepsze wrażenie stwarzali odważnie grający goście.
Od początku drugiej połowy z dużym animuszem zaczęli natomiast grać wiślacy. Już w 47. minucie mogło być 1:0, ale Sobolewski przegrał pojedynek sam na sam z wychodzącym z bramki Ptakiem.
3 minuty później Wisła objęła jednak prowadzenie. Dynamicznie w pole karne lubinian wpadł Boguski, zdecydował się na strzał w długi róg, ale zrobił to dość nieudolnie. Piłka leciała jednak na tyle szczęśliwie, że zdążył do niej dopaść Paweł Brożek i z najbliższej odległości wpakował ją do siatki, zdobywając tym samym swoją 12. bramkę w tym sezonie.
Dość szybko udało się jednak gościom wyrównać. W 58. minucie na strzał zdecydował się Arboleda, ale piłka po drodze otarła się jeszcze o jednego z wiślaków i wyszła na rzut rożny. Z narożnika boiska perfekcyjnie dośrodkował Goliński, najwyżej ze wszystkich wyskoczył Arboleda i strzałem głową pokonał bezradnego Pawełka. Kolumbijczyk po zdobyciu bramki prowokująco podbiegł do sektora B i odtańczył dość dziki taniec radości. Jako że prowokował już wcześniej, od tego momentu każdy jego kontakt z piłką kwitowany był przeraźliwymi gwizdami z trybun.
Wisła po stracie prowadzenia rzuciła się do ataku. Po jednej z akcji ucierpiał Arkadiusz Głowacki, który musiał w 63. minucie opuścić boisko.
Końcówka spotkania była zdecydowanie najbardziej żywym i najciekawszym jego fragmentem. W 77. minucie technicznie z dystansu uderzył Zieńczuk, piłka dokręcała się do dalszego słupka bramki Ptaka, ale ostatecznie minimalnie go minęła. Dwie minuty później uderzał Sobolewski - również minimalnie niecelnie!
Do końca spotkania pozostawało coraz mniej czasu, a goście coraz częściej padali na boisko symulując jakieś urazy. W 87. minucie znów bliska powodzenia była drużyna Macieja Skorży. Do odbitej piłki dopadł Mauro Cantoro i płaskim strzałem chciał pokonać Ptaka, jednak bramkarz gości zdołał wybić piłkę na rzut rożny.
Aktualni mistrzowie Polski swoich szans szukali w rzadkich kontratakach. Po jednym z nich mogli jednak zdobyć gola, jednak strzał Iwańskiego w ostatniej chwili zablokował wracający Sobolewski. Chwilę później byliśmy już pod polem karnym gości. Sędzia Hubert Siejewicz podyktował rzut wolny po faulu na jednym z wiślaków. Do piłki podszedł Kamil Kosowski, który wcześniej pojawił się na boisku w miejsce Jeana Paulisty. Doskonałą centrę "Kosy" zamknął na długim słupku Marek Zieńczuk i pewnym strzałem głową dał Wiśle prowadzenie i zwycięstwo! Coś niesamowitego, 12. gol pomocnika Wisły w tym sezonie!
Wisła pokonała zatem po szalenie emocjonującym spotkaniu Zagłębie Lubin 2:1. Zwycięstwo odniesione rzutem na taśmę smakuje o tyle mocniej, że pozwala utrzymać dziesięciopunktową przewagę nad drugą w tabeli Legią. Następna kolejka Orange Ekstraklasy dopiero po przerwie zimowej, w lutym.