Wisła Kraków przegrała w ostatnim spotkaniu grupowym piłkarskiego Pucharu Ekstraklasy z Odrą Wodzisław na jej stadionie 0:2. Bramki dla gospodarzy zdobyli Grzegorzewski i Nowacki. Mimo tej porażki 'Biała Gwiazda' zakończyła ten etap rozgrywek na pierwszym miejscu w tabeli.
Już przed pierwszym gwizdkiem aritra w grupie A, w której gra Wisła, wszystko było jasne. Awans z pierwszego miejsca zapewniona miała 'Biała Gwiazda', natomiast drugie miejsce należało do Zagłębia. Trudno zatem było oczekiwać wielkich emocji po spotkaniu o przysłowiową 'pietruszkę'.
I faktycznie, emocji raczej nie było. Wisła na początku starała się atakować, konstruowała w miarę ciekawe akcje. Swoich szans nie wykorzystali jednak ani Stolarczyk, ani Dawidowski, ani Piotr Brożek. Nieporadnością w dryblingach i wykańczaniu akcji raził Jean Paulista.
Wiślacy często starali się rozgrywać piłkę w środku pola na jeden kontakt. Mimo że wyglądało to dosyć efektownie, to byłoby kompletnie nieefektywne, bo aż roiło się od niedokładności. Na domiar złego w 30. minucie boisko opuścić musiał Mauro Cantoro, który w jednym ze starć został ostro potraktowany przez... Dawida Kubowicza.
Jakby tego było mało, kontuzji doznał też Mariusz Pawełek. Bramkarz Wisły narzekał na uraz od pierwszych minut spotkania, a po przerwie okazało się, że był on na tyle groźny, iż w drugiej połowie między słupkami oglądaliśmy Emiliana Dolhę.
Rumun miał znacznie więcej pracy niż Pawełek. Odra grała w drugiej połowie lepiej, agresywniej i przede wszystkim ambitniej od Wisły. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 56. minucie Woś ograł jak dziecko Mijailovicia (od razu przypominał się tu mecz z Realem na Santiago Bernabeu i rajdy Figo...), przez co Serb - chcąc ratować sytuację - wystawił nogę i wyraźnie sfaulował piłkarza Odry. Rzut karny perfekcyjnie wykonał Grzegorzewski.
5 minut później po raz drugi fatalnie pomylił się Mijailović, który tym razem stracił pod własnym polem karnym piłkę na rzecz Rygla. Zawodnik Odry wycofał jeszcze piłkę do Nowackiego, który rewelacyjnie przymierzył i nie dał żadnych szans bramkarzowi Wisły.
Kolejne minuty to popis nieudolności ofensywnej zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Wynik do końca nie uległ zatem zmianie.
Wiślacy skończyli pierwszy etap rozgrywek o Puchar Ekstraklasy na pierwszym miejscu w tabeli, ale styl, w jakim przegrali dziś z Odrą, woła o pomstę do nieba...