Mariusz Pawełek nie zachwycił formą w spotkaniu z GKS Bełchatów. Niestety podobnie było w meczu z Arką Gdynia.
Mariusz Pawełek się rozwija. Kiedyś śmiali się z niego tylko kibice Białej Gwiazdy, teraz śmieje się cała liga. Być może nawet selekcjoner Franciszek Smuda, kiedy przypomina sobie jego występ w Tajlandii. Chociaż nie, Smudzie jest zwyczajnie głupio, że tak bardzo się pomylił upatrując w Pawełku kandydata do gry w reprezentacji.
Wiadomo, że najłatwiej kopie się leżącego. Nie o to jednak w niniejszym felietonie chodzi. Mariusz Pawełek leży już tak długo, że wypada go raczej tą nogą szturchnąć, żeby sprawdzić, czy on jeszcze żyje? Skoro nie potrafił odbudować formy będąc podstawowym zawodnikiem, może czas posadzić go wreszcie na ławce rezerwowych? Odpoczynek na pewno by mu nie zaszkodził.
Przed rozpoczęciem rundy wiosennej Marcin Juszczyk odgrażał się, że jest lepszym bramkarzem, aniżeli przed transferem na Cypr. Na chłopski rozum, właśnie z tego powodu został ponownie zatrudniony przy Reymonta.
Czas najwyższy, żeby sprawdzić ile w tych słowach prawdy i dać Marcinowi szansę gry od początku. Do końca rozgrywek pozostało zaledwie 11. kolejek oraz kilka spotkań Pucharu Polski. Czasu na jego sprawdzenie nie ma więc zbyt wiele. Chyba, że trener Skorża wcale nie ma zamiaru tego robić, a Juszczyka zatrudniono w charakterze „bramkarza alibi”. Takiego, który wprawdzie nie będzie realnym konkurentem do miejsca w składzie, ale zawsze będzie można powiedzieć, że rywalizacja „wre”.