Za Białą Gwiazdą już dwa wiosenne spotkania. W obu wiślacy musieli uznać wyższość rywali. Takiej sytuacji nie wyobrażali sobie nawet ci, którzy z zaciśniętymi kciukami wyczekują potknięć Wisły.
Trudno, żeby ktokolwiek spodziewał się takiego biegu wydarzeń. Od czasu kiedy Wisła Kraków w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych powróciła do Ekstraklasy, taka sytuacja nie miała dotąd miejsca. Wiślacy ani razu nie przegrali dwóch pierwszych wiosennych spotkań.
Dotychczas najgorszym wynikiem, jeśli chodzi o zdobycz punktową w dwóch pierwszych spotkaniach rundy wiosennej, był jeden punkt. Miało to miejsce tuż po powrocie krakowian do Ekstraklasy, a jedno „oczko” udało się wyszarpać Hutnikowi Kraków. Później w każdym kolejnym sezonie, w dwóch pierwszych wiosennych bataliach, Wisła wzbogacała się co najmniej o 3 punkty.
Co ciekawe w ciągu ostatnich 14. sezonów tylko raz, w sezonie 2003/2004, Wisła zdołała zdobyć wiosną komplet punktów w dwóch pierwszych meczach.
Czas, aby piłkarze Białej Gwiazdy wreszcie wybudzili się z zimowego snu. Jeżeli tego nie zrobią, po każdej kolejce męczyć ich będą koszmary. Najgorsze jest jednak to, że pod koniec sezonu może się okazać, że ta runda wcale im się nie przyśniła.