Obecnie na dłuższy występ nie pozwalają mu braki kondycyjne. Z meczu na mecz powinien pojawiać się na boisku w coraz większym wymiarze czasowym.
Już przy pierwszym kontakcie z piłką można było zauważyć niezłe wyszkolenie techniczne Senegalczyka. Nawet najmniej spostrzegawczy kibic nie miał wątpliwości, że czarnoskóry zawodnik piłkarskiego rzemiosła nie uczył się w Polsce. Ba cały czas starał się grać do przodu, dzięki czemu udało się Wiśle stworzyć kilka groźnych sytuacji, których niestety nie udało się zamienić na bramki. Owszem, jego dobrej postawy nie można przeceniać, ponieważ wszedł na podmęczonego już przeciwnika, mimo tego zaprezentował się obiecująco i pozostawił po sobie lepsze wrażenie aniżeli Tomas Jirsak.
W pomeczowej wypowiedzi Piotr Brożek tłumaczył, że Senegalczykowi grało się łatwiej, bo "czarną robotę" wykonał wcześniej Czech. Wiślak na pewno ma wiele racji, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że powierzając Jirsakowi rolę „playmakera” wyrządza mu się krzywdę. Jego umiejętności i sposób gry predestynują go raczej do gry destrukcyjnej. Niestety na pozycji defensywnego pomocnika "króluje" obecnie w Wiśle Radosław Sobolewski i nie wydaje się, żeby słaby występ „Sobola” przeciwko GKS Bełchatów miał to zmienić.
Wiele wskazuje więc na to, że jeżeli Issa Ba w kolejnych spotkaniach potwierdzi swoje wysokie umiejętności, Tomasa Jirsaka czeka zesłanie na ławkę rezerwowych. Jeżeli dodamy do tego, że Czech nigdy nie należał do ulubieńców trenera Macieja Skorży, może posiedzieć tam dość długo.
Bez względu jednak na to, który z wiślaków wywalczy sobie miejsce w linii pomocy Białej Gwiazdy, zwiększona konkurencja wyjdzie na dobre całemu zespołowi. Mistrzowi kraju nie przystoi, żeby o „plac” walczyło zaledwie 13-14 zawodników. Nie tędy droga.