2010/27/01 15:11

Kupcy krakowscy

Odkąd właścicielem Wisły Kraków została Telefonika, w ramach transakcji gotówkowych Biała Gwiazda pozyskała ponad 30 piłkarzy.
Podczas trwającego okna transferowego włodarze Białej Gwiazdy nie rozpieszczają kibiców. Pomimo napływających zewsząd medialnych spekulacji, za wyjątkiem powrotu Clebera z ligi rosyjskiej, drużyny nie wzmocnił jeszcze żaden piłkarz. Trudno bowiem nazwać wzmocnieniem podpisanie kontraktu z Marcinem Juszczykiem.
 
Optymistycznie nastawieni kibice cieszą się z samego faktu, że na razie zespołu nie opuścił jeszcze żaden z kluczowych zawodników. Pesymistów natomiast kłuje w oczy nie tylko sprzedaż Piotra Ćwielonga do wrocławskiego Śląska, ale przede wszystkim brak transferów do klubu. Wszakże i jedni i drudzy, zapoznając się z medialnymi doniesieniami, po cichu marzą o sprowadzeniu jakiegoś bardzo dobrego piłkarza. Niestety wiązałoby się to prawdopodobnie z dużym, jak na obecne warunki finansowe klubu, wydatkiem pieniężnym. W dobie kryzysu ogólnoświatowego i „choroby tallińskiej”, trawiącej drużynę Mistrza Polski, o „milionowych” transferach należy niestety zapomnieć.
 
Warto natomiast przyjrzeć się, jak wyglądała polityka transferowa Wisły Kraków, jeśli chodzi o zakupy piłkarzy, odkąd właścicielem klubu została Telefonika. W poniższym zestawieniu omówione zostaną tylko transakcje gotówkowe, a więc te, w przypadku których Biała Gwiazda zmuszona była sięgnąć do sakiewki.
           
Od roku 1997, kiedy to przy Reymonta 22 pojawiła się Telefonika, Wisła przeprowadziła 31 transferów gotówkowych. Łączna suma, jaka została na nie spożytkowana wynosi ok. 8 mln 931 tys. euro. Nietrudno się domyślić, że nie wszystkie transakcje były udane. Owszem, zdarzały się strzały w dziesiątkę, ale nie obyło się także bez niewypałów. Oprócz tego Wisła przeprowadziła wiele transferów, co do których zdania są podzielone i ciężko obiektywnie i kategorycznie stwierdzić, czy „gra była warta świeczki”.
           
Pierwszym transferem, na który Wisła wyłożyła pieniądze, było pozyskanie w sezonie 1998/1999 Radosława Kałużnego z Zagłębia Lubin. Biała Gwiazda zapłaciła za tego defensywnego pomocnika 100 tys. euro. Jak wartościowy był to transfer nie trzeba nikogo przekonywać. Popularny „Tata” w barwach Wisły, w ciągu 3,5 sezonu, rozegrał 72 spotkania ligowe i zdobył w nich 17 bramek. Jak na defensywnego piłkarza, osiągnięcie godne podziwu. Z Kałużnym w swoich szeregach Biała Gwiazda dwukrotnie zdobyła Mistrzostwo Polski i raz Puchar Ligi.  Oprócz korzyści typowo sportowych, Wisła zarobiła na transferze „Taty” do Energie Cottbus w lipcu 2001 r. 400 tysięcy euro. Zatrudniając Radosława Kałużnego Wisła zrobiła znakomity interes.
           
Dwóch najbardziej spektakularnych, a zarazem najbardziej kosztownych w całej swojej historii transferów Wisła dokonała przed sezonem 1999/2000. Pozyskano wówczas najpierw Macieja Żurawskiego z Lecha Poznań, a dwa miesiące później Kamila Kosowskiego z zabrzańskiego Górnika. Każdy z nich kosztował po milionie marek niemieckich (wówczas ponad 2 miliony złotych)! Każdy kibic przyzna, że obaj byli warci wydanych pieniędzy. „Kosa” z Białą Gwiazdą na piersi rozegrał 103 spotkania ligowe, w których zdobył 12 bramek. Do tego dorzucił niezliczoną ilość asyst. Jego rajdy z meczu z Barceloną jeszcze długo pozostaną w pamięci fanów krakowskiej Wisły. W lipcu 2003 r. został wypożyczony do 1.FC Kaiserslautern, a na konto Wisły za każdą rundę pobytu w Niemczech wpływało ok. 350 tys. euro. W sumie Wisła zarobiła na tym transferze 1,5 mln. euro. Kolejny raz okazało się, że warto było nie skąpić grosza. Macieja Żurawskiego bliżej przedstawiać nikomu nie trzeba. Z czystej elegancji, dla formalności, należy wspomnieć o jego stu i jednej bramce w 153 spotkaniach ligowych, w których reprezentował krakowską Wisłę. Jakby tego było mało, Biała Gwiazda sprzedając go do Celticu Glasgow zarobiła 3,1 mln. euro. Pomimo tego, że większość kibiców żegnała go z ciężkim sercem, z finansowego punktu widzenia była to prawdziwa bomba. W chwili transferu „Żuraw” nie był już bowiem młodzieniaszkiem, liczył niespełna 29 lat. Tak udanego okna transferowego Wisła już później nie miała.
 
W lipcu 2000 r. Biała Gwiazda wykupiła z Kolejorza za 600 tys. euro Arkadiusza Głowackiego. Kiedy aktualny wiślacki kapitan przychodził do Wisły mało kto przypuszczał, że zwiąże się z krakowskim klubem na praktycznie całe swoje piłkarskie życie. Dotychczas w niebiesko-biało-czerwonych barwach rozegrał 203 spotkania ligowe, w których zdobył 6 bramek. Cały czas uważany jest za jednego z najlepszych obrońców w ekstraklasie. Także przy tym zakupie działacze i trenerzy wykazali się transferowym „nosem”.
 
W styczniu 2002 r. wydawało się, że krakowianie złapali Pana Boga za nogi. Za niewielką kwotę 75 tys. euro wykupili z RKS Radomsko Igora Sypniewskiego. Były piłkarz greckich klubów, w tym Panathinaikosu miał być w polskiej lidze gwiazdą dużego formatu. Skończyło się na półrocznym epizodzie, ze skandalem alkoholowo-obyczajowym w tle. W sześciu występach ligowych „Sypek” raz pokonał bramkarza rywali. W późniejszych latach pokonywał głównie grawitację, nierzadko przeszkadzającą mu w powrocie do domu. W pamięci kibiców Wisły pozostawił po swoim pobycie tylko niesmak.
           
W tym samym oknie transferowym przybył do Wisły Mauro Cantoro. W odróżnieniu od Sypniewskiego, jego transfer należy uznać za znakomity ruch. Pozyskano go z włoskiego trzecioligowca, Ascoli. Kosztował Białą Gwiazdę 150 tys. euro. Choć przychodził do Krakowa jako napastnik, w pamięci kibiców pozostał królem środka pola. W ciągu prawie 9 lat, rozegrał w Wiśle 179 spotkań ligowych i zdobył w nich 10 bramek. W obecnym oknie transferowym wypełnił wiążący go z Wisłą kontrakt i podpisał umowę z wodzisławską Odrą. O tym, ile znaczył dla fanów Białej Gwiazdy może świadczyć wiele razy niosący się po całym stadionie okrzyk sławiący jego imię. Właśnie takiego, walczącego, zapamiętają go kibice.
           
Przed sezonem 2003/2004, za 200 tys. euro, Wisła pozyskała z Ruchu Chorzów Damiana Gorawskiego. Ten solidny skrzydłowy w barwach Białej Gwiazdy rozegrał 31 spotkań ligowych, w których zdobył 6 bramek. Z jego przygody z Wisłą kibice najlepiej zapamiętają jednak nie boiskowe występy, a znakomity interes, jaki na jego sprzedaży do FK. Moskwa zrobili krakowianie. W styczniu 2005 r. uzyskali za niego 1,8 mln euro. Biorąc pod uwagę późniejszy przebieg kariery Gorawskiego, został sprzedany w idealnym momencie, w dodatku za znakomitą cenę. Całkiem możliwe, że zbyt wysoką w stosunku do jego umiejętności.
           
Prawdziwą transferową ofensywę w wykonaniu Wisły mogliśmy oglądać w styczniu 2004 r. Właśnie wtedy pozyskano Jacka Kowalczyka, Mariusza Kukiełkę i Nikolę Mijajlovicia. Za tego pierwszego włodarze Białej Gwiazdy zapłacili GKS Katowice 100 tys. euro. Równie dobrze mogli je wyrzucić w błoto. Trudno bowiem uznać za udaną inwestycję zakup piłkarza, który przez 2 lata rozegrał 9 spotkań ligowych, głownie w roli "zapchajdziury", niczym w dodatku się nie wyróżniając.
 
70 tys. euro kosztował Wisłę Mariusz Kukiełka. Defensywny pomocnik miał być dla krakowian dużym wzmocnieniem. Zaprocentować miało doświadczenie zdobyte w lidze greckiej i niemieckiej. Niestety rzeczywistość okazała się inna. Pozyskany z Norymbergii Kukiełka przebywał przy Reymonta zaledwie rok. Podczas tego okresu wystąpił w 17 spotkaniach ligowych, kompletnie jednak rozczarowując. Oprócz postawy na boisku, w zrobieniu kariery w barwach Wisły przeszkodzić miał mu ponoć krnąbrny charakter.
 
Na szczęście w tamtym oknie transferowym chociaż raz działacze Wisły mieli "nosa". Z Zeleznika Belgrad, za kwotę 400 tys. euro pozyskano Nikolę Mijailovicia. Ten znakomicie wyszkolony technicznie lewy obrońca reprezentował Białą Gwiazdę w 58 spotkaniach ligowych zdobywając jedną bramkę. Najbardziej w pamięć kibiców zapadł jednak z innego powodu. Jego trafienie z rzutu wolnego w doliczonym czasie gry, w meczu przeciwko Iraklisowi Saloniki, dało Wiśle dogrywkę, w której Mauro Cantoro dobił Greków, eliminując ich z pucharów. Właśnie takie uderzenia określa się mianem strzału życia. Niestety oprócz talentu Bóg nie poskąpił Nikoli niesfornego charakteru. Po kilku incydentach pozasportowych wyczerpała się cierpliwość działaczy, czego następstwem było rozwiązanie z nim kontraktu. Tak naprawdę jednak mało jest osób, które żałowałyby zatrudnienia Serba w Krakowie. Zawsze walczył do upadłego i niejeden aktualnie grający w Wiśle piłkarz mógłby się od niego w tej kwestii wiele nauczyć.
           
Tematem na osobną pracę, najlepiej doktorską, jest transakcja pozyskania z nieistniejącej już Amiki Wronki Tomasza Dawidowskiego. Niestety nie z zakresu piłki nożnej, a medycyny sportowej. Za popularnego "Dawida" wyłożono ok. 400 tys. euro i zagwarantowano mu jeden z wyższych kontraktów w drużynie. Jego wkład w sukcesy Białej Gwiazdy był jednak odwrotnie proporcjonalny do poborów. Przez ponad 5 lat pobytu w Wiśle rozegrał zaledwie 14 meczów ligowych, nie zdobywając żadnej bramki. Jego przygodę z Wisłą najlepiej oddaje właśnie słowo "pobyt". Wiadomo, że kontuzja nigdy nie "wybiera", dlatego ciężko mieć pretensje do samego zawodnika, że tak a nie inaczej potoczyła się jego kariera. Nie zmienia to jednak faktu, że działaczom ciężko będzie dokonać równie chybionego transferu.
 
Podczas tego samego "okienka", również z Wronek, pozyskano Marka Zieńczuka, który miał zastąpić na lewej flance Kamila Kosowskiego. Jego przyjście pozostawało w cieniu transferu Dawidowskiego. Życie zweryfikowało te oceny i to właśnie "Zieniu" okazał się podporą krakowskiego klubu przez kilka sezonów. Pozyskany za 500 tys. euro skrzydłowy w barwach Wisły rozegrał 132 spotkania w ekstraklasie. 34 razy po jego strzałach bramkarze musieli wyciągać piłkę z siatki. Choć w pewnym momencie kibice Białej Gwiazdy mieli prawo oczekiwać od niego nieco więcej, jego zakup należy ocenić jako bardzo dobre posunięcie.
 
Prawdziwą bombą okazało się jednak sprowadzenie innego piłkarza. Kosztował Wisłę całe 14 tys euro. W jej barwach rozegrał 51 spotkań ligowych, w których zdobył 3 bramki. Mowa oczywiście o wychowanku Olimpii Truskolasy, Jakubie Błaszczykowskim. Szybki jak wiatr skrzydłowy okazał się godnym następcą Kalu Uche. Ponadto Wisła sprzedając go do Borussii Dortmund zrobiła znakomity interes. Zainwestowane 14 tysięcy zaprocentowało ponad 3 mln euro zysku. Za tyle bowiem "Kuba" został sprzedany do drużyny z północnej Westfalii.
 
Niestety nie był to ostatni transfer tamtej zimy. Z czeskich Teplic pozyskano prawego obrońcę Vlastimila Vidlickę. Ściągnięty przez swojego rodaka Wernera Liczkę piłkarz, za którego zapłacono 80 tys. euro, okazał się nieporozumieniem. W barwach Białej Gwiazdy rozegrał zaledwie 7 spotkań ligowych. Nie był w stanie skutecznie nawiązać rywalizacji z Marcinem Baszczyńskim.
 
Prawie dwa razy tyle, bo 130 tys. euro, kosztował Wisłę Aleksander Kwiek z Odry Wodzisław. Środkowy pomocnik miał być lekarstwem na ubytek powstały w wyniku sprzedaży do Turcji Mirosława Szymkowiaka. Efekt całej transakcji był taki, że w ciągu całego sezonu Kwiek w Ekstraklasie wystąpił zaledwie trzynastokrotnie. Nie udało mu się zdobyć ani jednej bramki, a swoimi umiejętnościami nie przekonał nikogo. Wiślackie progi okazały się dla niego zbyt wysokie.
           
Bardzo dużą aktywnością wykazała się Wisła w sezonie 2005/2006. W ramach transakcji gotówkowych zakontraktowano wówczas aż siedmiu piłkarzy. W lipcu pozyskano Pawła Kryszałowicza, Andre Barreto, Dariusza Dudkę oraz Konrada Gołosia.
 
Za tego pierwszego Amica Wronki uzyskała 200 tys. euro. "Kryszał" nie spełnił pokładanych w nim nadziei. O dziwo cyfra 7 nie okazała się dla niego szczęśliwa. Tyle właśnie goli strzelił przez 1,5 roku w Wiśle. Potrzebował na to aż 27 spotkań ligowych, w związku z czym pożegnano się z nim bez żalu. Nie bez znaczenia był fakt, że od samego początku nie cieszył się specjalną sympatią kibiców.
 
Za Andre Barreto Wisła zapłaciła aż 500 tys. euro. Przed przyjściem do Krakowa regularnie występował w portugalskiej Boaviście FC. W opinii fachowców miał więc z miejsca stać się poważnym wzmocnieniem. Nic bardziej mylnego. Brazylijczyk rozegrał w Wiśle zaledwie 6 spotkań ligowych, by już po jednej rundzie zostać wypożyczonym do portugalskiego CF Estrela da Amadora. Tak rozpoczęła się jego tułaczka po Portugalii. Paradoksalnie na półwyspie iberyjskim w każdym klubie grał regularnie. Wynika z tego, że wyjątkowo nie służyło mu krakowskie powietrze. Do Wisły powrócił jeszcze w 2008 roku, ale tylko po to, aby wreszcie rozwiązano z nim kontrakt.
 
Niewiele mniej kosztował Wisłę Dariusz Dudka, którego wykupiono, podobnie jak "Kryszała", "Zienia"i "Dawida" z Amici Wronki. Najwidoczniej Biała Gwiazda nie zraziła się do piłkarzy z tego klubu, pomimo tego, że ani Kryszałowicz, ani tym bardziej Dawidowski furory w Krakowie nie zrobili. Wprawdzie Dudka kosztował 400 tys. euro, czyli tyle samo co "Dawid", ale na tym podobieństwa się kończą. W przeciwieństwie do chronicznie kontuzjowanego napastnika, Dudka przez trzy sezony rozegrał aż 77 spotkań w lidze. Zdobył w nich aż o pięć bramek więcej, niż pionier z wronieckiego zaciągu Dawidowski, mianowicie... pięć. W czasie swojego pobytu pod Wawelem, "Dudi" dał się poznać jako uniwersalny piłkarz, potrafiący grać zarówno w pomocy jak i na obronie. W 2008 r. Biała Gwiazda sprzedała go do francuskiego AJ. Auxerre za godziwą kwotę 2,5 mln. euro. Trzeba przyznać, że był to transfer udany pod każdym względem.
 
Niezbyt trafny okazał się za to zakup Konrada Gołosia z Polonii Warszawa. Wisła zapłaciła za niego 200 tys. euro. Piłkarz nie rozwinął się jednak tak jak tego oczekiwano. Słynący z dobrego dryblingu środkowy pomocnik po przyjściu do Krakowa zupełnie zatracił swoje walory. W barwach Białej Gwiazdy rozegrał do dnia dzisiejszego 19 spotkań ligowych i strzelił jedną bramkę. Dotychczas, żeby zaistnieć, zabrakło mu chyba umiejętności, ale i nieco szczęścia. Przez dłuższy czas cierpiał bowiem na boreliozę. Pod znakiem zapytania stanęła wówczas nie tylko jego kariera w Wiśle, ale ogólnie cała piłkarska przyszłość. Miejmy nadzieję, że jeszcze udowodni, że włodarze Wisły nie pomylili się zatrudniając go. Będzie miał ku temu okazję, bowiem trener Maciej Skorża dołączył go do kadry drużyny na rundę wiosenną.
 
W przerwie zimowej pozyskano z ŁKS Łomża Rafała Boguskiego za 70 tys euro. Choć z początku transfer ten odbierany był jako nieporozumienie, z czasem okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Po powrocie z wypożyczenia do bełchatowskiego GKS, z anonimowego piłkarza „Boguś” przerodził się w jednego z liderów Białej Gwiazdy i nadzieję polskiej reprezentacji. Lubiący kombinacyjną grę napastnik w barwach Wisły rozegrał do tej pory 62 spotkania, zdobywając 12 bramek. Spokojnie, będą następne.
 
Przed rundą wiosenną pozyskano także z węgierskiego FC ETO Gyor defensywnego pomocnika Norberta Vargę. Transfer ten okazał się kompletnym niewypałem. Zawodnik rozegrał zaledwie 6 meczów ligowych w drużynie Wisły, nie strzelając żadnej bramki. Później głównie spędzał czas na leczeniu kontuzji, aż w końcu rozkapryszony stwierdził, że w Wiśle grać nie ma zamiaru. Wypożyczany do Rumunii w cudowny sposób powracał do zdrowia, by po powrocie do Krakowa znów  narzekać na kontuzję. A to wszystko za 400 tyś. euro. Po wypełnieniu kontraktu wyjechał do ojczyzny.
 
W tym samym czasie z Odry Wodzisław wykupiono aktualnego pierwszego bramkarza Wisły Mariusza Pawełka. Kosztował 150 tys. euro. Dotychczas reprezentował Wisłę w 81 ekstraklasowych spotkaniach. Trzeba przyznać, że kwota jaką za niego zapłacono nie była wygórowana. Nawet biorąc pod uwagę mieszane uczucia, jakie budzi wśród kibiców i wpuszczane co jakiś czas „babole”. W końcu broni w Wiśle, ze zmiennym szczęściem co prawda, ale już 6 sezon.
           
W sezonie 2006/2007 za gotówkę pozyskano tylko dwóch zawodników. Byli nimi Hristu Chiacu i Mikołaj Kałuda. Za pierwszego zapłacono Nationalowi Bukareszt 50 tysięcy, a za drugiego Zdrojowi Ciechocinek 20 tys. euro. Transfer tego pierwszego można uznać za udany tylko w kategoriach finansowych. Udało się go bowiem sprzedać za 200 tys. euro do Dinama Bukareszt. W Wiśle spędził jeden, w dodatku słaby sezon, w którym w jedenastu spotkaniach zdobył jednego gola.
 
W Mikołaju Kałudzie działacze widzieli chyba kogoś na miarę drugiego Błaszczykowskiego. Zapłacono za niego nawet podobna kwotę, bo 20 tys. euro. Poza małymi fizycznymi podobieństwami, obu piłkarzy nie łączyło jednak nic. Młody obrońca nie odnalazł się w Wiśle, a na boisku nie zaprezentował ani razu. Obecnie tuła się po niższych ligach. 
           
W kolejnym sezonie Wisła postanowiła głębiej sięgnąć do kieszeni. Łącznie wydała na transfery 1,6 mln. euro. Pozyskano aż czterech piłkarzy, a mianowicie Tomasa Jirsaka, Juniora Diaza, Piotra Ćwielonga i Wojciecha Łobodzińskiego.
 
W lipcu 2007 z FK Teplice przyszedł do Wisły Tomas Jirsak. Kosztował Wisłę aż 700 tys euro. W lidze reprezentował Białą Gwiazdę już 76 razy, trzykrotnie pokonując bramkarzy rywali. Bardzo dobry technicznie Czech dopiero w ostatnim czasie, w pewnym stopniu, zaczął przekonywać swoją dobrą grą kibiców i trenera. Tak naprawdę wszyscy jednak oczekują od niego więcej. Niestety obecnie nie można powiedzieć, żeby wart był wydanych pieniędzy. Nadchodząca runda może okazać się dla niego przełomowa. Jeżeli jednak w jej trakcie ostatecznie nie przekona do siebie trenera Skorży, to kolejnej szansy już chyba nie dostanie.
 
Tego samego lata kupiono za 200 tys. euro Piotra Ćwielonga z Ruchu Chorzów. Zwrot „kupiono” nie do końca oddaje istotę transakcji, bo w rzeczywistości oddając Wiśle tego napastnika Ruch po prostu uregulował swój dług w stosunku do Białej Gwiazdy. W 36 spotkaniach ligowych w barwach Wisły Ćwielong zdobył 4 bramki. W oczach działaczy, trenera, a także większości kibiców nie spełnił pokładanych w nim nadziei i w trwającym obecnie oknie transferowym został sprzedany do Śląska Wrocław za zbliżoną kwotę, za jaką został pozyskany. Z perspektywy czasu należy stwierdzić, że „Pepe” nie sprostał wymaganiom, jakie stawiane są zawodnikom, pragnącym występować pod Wawelem.
 
Prawdziwym majstersztykiem mogą pochwalić się działacze Zagłębia Lubin, którym udało się wytransferować do Wisły Wojciecha Łobodzińskiego. W lutym 2008 roku wynegocjowali za niego 400 tys. euro. Patrząc na dokonania „Łobo” na przestrzeni prawie dwóch lat gry w Wiśle, czyli 53 występy ligowe i 4 bramki, może się wydawać, że nie był to najgorszy interes. Wszakże statystyka wskazuje na to, że na swojej pozycji jest bezkonkurencyjny. W rzeczywistości jednak jest to wynikiem braku konkurenta do miejsca w składzie. Jeżeli ponadto weźmie się pod uwagę oczekiwania, jakie wiązane były z jego przyjściem na Reymonta oraz niezwykle chimeryczny sposób gry, trudno nazwać jego transfer za udany. Nie bez znaczenia na ocenę tej transakcji jest fakt, że „Łobo” ma jeden z najwyższych kontraktów w drużynie. Od takiego zawodnika zarówno kibice jak i trener mają prawo oczekiwać znacznie więcej.
 
Na osłodę dla kibiców, tej samej zimy pozyskano z CS Herediano Juniora Diaza. Wykupiony za 300 tys. euro zawodnik okazał się niezwykle uniwersalny. Może grać na kilku pozycjach w obronie, a także w pomocy. Oprócz tego jest etatowym reprezentantem swojego kraju. Może nie olśniewa swoją grą, ale jest piłkarzem co najmniej solidnym i co ważne omijają go kontuzje. W barwach Wisły rozegrał okrągłe 50 spotkań ligowych i zdobył w nich 4 bramki. Powoli zaczyna cieszyć się zainteresowaniem klubów zachodnich i w przypadku ewentualnego transferu Wisła na pewno na nim zarobi. Jednym słowem, dobry transfer.
           
W sezonie 2008/2009 pozyskano za gotówkę tylko jednego piłkarza. Był nim Filip Kurto. Wychowanek Naki Olsztyn kosztował 17,5 tys. euro. Ciężko cokolwiek powiedzieć na temat zasadności tego transferu, ponieważ jest typową inwestycją na przyszłość. Gdyby dać wiarę zapewnieniom pracujących w Wiśle trenerów, trzeba by stwierdzić, że w przyszłości będzie on znakomitym bramkarzem. Czas pokaże.
           
Przed aktualnym sezonem kupiono tylko jednego piłkarza, Andraża Kirma. NK Domzale zarobiło na nim 450 tys. euro. Kirm z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem Białej Gwiazdy. Wystąpił we wszystkich jesiennych meczach ligowych, strzelając 3 bramki. Pomimo tego, że w Wiśle nie gra na takim poziomie jak w reprezentacji Słowenii, to widać drzemiący w nim potencjał. Z pewnością potrzebuje czasu, żeby wkomponować się w drużynę. Oprócz korzyści sportowych związanych z jego pobytem w Krakowie, Wisła powinna zarobić na jego przyszłym transferze zagranicznym. Reprezentacja Słowenii wystąpi przecież na Mundialu w RPA. Jeżeli Kirm dobrze zaprezentuje się na tym turnieju nie powinno być problemu z wynegocjowaniem kwoty kilka razy wyższej od tej, za którą go pozyskano. Sam zawodnik nie ukrywa przecież, że jego przygoda z Wisłą jest tylko wstępem do dalszej kariery.
 
Oprócz zakupu Kirma, 50 tys. euro wyłożono na wypożyczenie z włoskiej Regginy Pablo Alvareza. Miał on zostać następcą Marcina Baszczyńskiego. Trzeba przyznać, że ze swojej roli wywiązuje się nieźle. Opuścił tylko jedno ligowe spotkanie. Jeżeli tylko Wisłę będzie na to stać, powinna go wykupić.
 
Jak widać w przeszłości niejednokrotnie zdarzało się Wiśle „zaszaleć” w kwestii transferów. Inna sprawa, że nie zawsze z dobrym skutkiem. Wydaje się więc, że w przypadku wielu testowanych w ostatnim czasie przez Wisłę piłkarzy, wstrzemięźliwość spowodowana jest nie tylko nienajlepszą sytuacją finansową klubu, ale także doświadczeniem. Wiadomo, że jeśli chce się osiągnąć sukces w kraju i na arenie międzynarodowej potrzebna jest szeroka kadra. Jednak to nie ilość, a jakość piłkarzy decyduje o obliczu zespołu. Kibicom pozostaje więc zaufać trenerowi Skorży, który taką właśnie zasadę zdaje się wyznawać oraz liczyć, że chociaż raz w bieżącym oknie transferowym będą mieli powody do radości.

autor: Galon

źródło: transfermarkt, 90minut, własne

SKOMENTUJ
 
Poprzedni mecz
Arka Gdynia
Wisła Kraków
vs
Arka Gdynia
0-1
05/03 20:00
Następny mecz
Jagiellonia Białystok
Jagiellonia
vs
Wisła Kraków
-
12/03 20:00
Tabela ligowa
 
1. 
Wisła Kraków
19
40
2. 
Lech Poznań
19
38
3. 
Legia Warszawa
19
38
4. 
Ruch Chorzów
19
35
5. 
GKS Bełchatów
19
34
6. 
Lechia Gdańsk
19
28
7. 
Polonia Bytom
19
25
8. 
Śląsk Wrocław
19
24
9. 
Korona Kielce
19
21
10. 
Cracovia
19
20
11. 
Jagiellonia
19
19
12. 
Arka Gdynia
19
18
13. 
Zagłębie Lubin
19
18
14. 
Piast Gliwice
19
17
15. 
Polonia Warszawa
19
16
16. 
Odra Wodzisław
19
15