Kiedy piłkarz podpisuje nowy kontrakt często pojawiają sie głosy, że osiądzie na laurach. Czy tak stało się w przypadku Patryka Małeckiego?
Wystarczyły dwa słabsze mecze w wykonaniu Patryka Małeckiego, żeby wśród kibiców zagościła opinia, że jest to spowodowane podpisaniem przez niego nowego kontraktu. Rzekomo właśnie z tego powodu w ostatnim czasie Wiślak miał zatracić skuteczność i spocząć na laurach. Zważywszy na etap kariery, na jakim znajduje się Patryk, takie oceny należałoby włożyć między bajki.
Postrzeganie ostatnich występów Patryka jako „słabych”, nie do końca jest właściwe. Przecież chociażby w ostatnim występie, przeciwko Piastowi, zaliczył dwie asysty. Na tle słabo prezentującej się drużyny Wisły Kraków to całkiem sporo. Nawet biorąc pod uwagę nieskuteczność Małeckiego w kilku wyśmienitych sytuacjach. Przecież to właśnie jego zagranie dało Wiśle upragnione trzy punkty.
To prawda, że wcześniejszymi występami popularny „Mały” rozpieszczał kibiców. W rundzie jesiennej zdobył już przecież 5 bramek, dorzucając do tego kilka asyst. Sam wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, stąd musi liczyć się z surowszymi ocenami fanów. Po meczu z Piastem, zapytany o wpływ tzw. „syndromu nowego kontraktu” na jego formę, z nieukrywaną irytacją wyjaśnił – Fakt, że podpisałem nowy kontrakt nie ma żadnego znaczenia dla mojej aktualnej dyspozycji. Nie wydaje mi się, żebym grał bardzo słabo, poza tym każdy ma w swojej karierze gorsze i lepsze momenty - Trudno polemizować z Patrykiem, a biorąc pod uwagę ambitny charakter i waleczne usposobienie Wiślaka, takie podejrzenia wydają się być szukaniem dziury w całym.
Do zdrowia powoli wraca Rafał Boguski, za którego współpracą z Pawłem Brożkiem tęsknią wszyscy kibice Białej Gwiazdy. W każdej chwili przebudzić się może Wojciech Łobodziński, który nie zaliczył olśniewającego meczu przeciwko Piastowi, ale też nie ma powodu do wstydu. Oboje są potencjalnymi kandydatami na miejsce Patryka w składzie. Jeżeli zamierza on utrzymać miejsce w podstawowej jedenastce, na żadne odpuszczanie nie może sobie pozwolić.
Oprócz tego „Mały” znajduje się w orbicie zainteresowań reprezentacji. Byłby piłkarskim samobójcą, gdyby w takim momencie przestał się przykładać do gry. Bowiem tak samo szybko jak pojawił się na piłkarskim świeczniku, może utonąć w ligowej szarzyźnie.
W przyszłości napastnikowi Wisły Kraków na pewno marzy się kariera zagraniczna. Zważywszy na to, jak cienko przędzie w ostatnim czasie polska piłka, aby móc w jakikolwiek sposób zaistnieć na zachodzie, w naszej rodzimej lidze trzeba być w absolutnej czołówce. Czasami nawet to nie gwarantuje sukcesu. Jest to kolejny powód, który nakazuje wątpić w twierdzenie, że po podpisaniu nowej umowy Patrykowi odechciało się pracować.
Sam zawodnik z pokorą przyznaje, że przed nim jeszcze sporo pracy i na każdym treningu będzie robił wszystko, aby z zimną krwią wykorzystywać stwarzane przez drużynę sytuacje. Na tym samym treningu, na którym jest bacznie obserwowany przez trenera i kolegów. Kto jak kto, ale oni popularną „sodówkę” zauważą w mgnieniu oka. Właśnie dlatego o jego kolejne bramki możemy być spokojni.