Jak to się stało, że trafił Pan do Krakowa pod opiekę Filipa Pięty?
- Dużo o nim słyszałem. Wiadomo, że zdarzają się kontuzje i w środowisku piłkarskim rozmawia się również o rehabilitacji. Krzysiu Przytuła bardzo chwalił Filipa Piętę. W przypadku mojej kontuzji były wskazania ze strony Wisły, żeby do niego trafić na leczenie. Od 1 lipca miałem stać się zawodnikiem Wisły i zależało mi, aby mój nowy klub miał zdanie decydujące. Bardzo się cieszę, że nasze drogi się zeszły. Odkąd rozpoczęliśmy leczenie widzę postępy, czuję się bardzo dobrze i robię kolejne kroki do przodu.
Spędzacie ze sobą wiele czasu. Zaprzyjaźniliście się?
- Tak. Fizjoterapeuta i pacjent muszą mieć ze sobą wspólny język. Dla pacjenta jest bardzo istotne, jaki jest przekaz informacji ze strony fizjoterapeuty. Jeżeli jest otwarty, to człowiek bardziej angażuje się w rehabilitację. To jest dodatkowy bodziec, gdy jestem przekonany, że wszystko co robimy jest słuszne.
Pojawiła się szansa na to, że może pojedzie Pan do Austrii na obóz przygotowawczy Wisły do nowego sezonu. Zapewne to bardzo radosna dla Pana informacja?
- Istotnie, jest na to duża szansa. Wszystko podporządkowaliśmy temu celowi, pracujemy każdy dzień. Bardzo chciałbym pojechać na ten obóz. Na pewno nie będzie to wyglądało tak, że będę mógł uczestniczyć w treningach z drużyną. Natomiast być może będzie możliwość udziału w niektórym elementach rozgrzewki czy formach zabawowych. Większość zajęć miałbym jednak indywidualnych.
Kiedy liczy Pan na powrót do gry?
- Trudno powiedzieć. Dobrze byłoby pojechać na ten obóz. Myślę, że po nim będziemy mądrzejsi.
Na takim obozie na pewno będzie możliwości zintegrowania się z zespołem, choć zapewne wielu zawodników Wisły już Pan zna dobrze.
- Wcześniej już miałem okazję ich poznać. Z całą drużyną na co dzień nie przebywam, ale widuję się z kilkoma zawodnikami. Obóz na pewno byłby jednak fajną okazją do tego, aby zacząć aklimatyzować się w drużynie.
Teraz może Pan jedynie oglądać mecze z trybun albo w telewizji. Duża jest tęsknota za powrotem na boisko?
- Oczywiście, że duża. Każdy rozbrat ze swoją pasją to powoduje. Jestem głodny gry. Trzeba jednak zachować spokój, cierpliwość i ciężko pracować, bo bardzo łatwo można popsuć to, co się już zrobiło i pauzować jeszcze dłużej.
Rozmawiał: Piotr Tymczak